Pamiętam pierwsze wydania „Wysokich Obcasów” jako dodatku do „GazWyb”, bo w rodzinnym domu gościły różne gazety. W tym „żydowska gazeta dla Polaków”. Skąd to określenie? Ano stąd, że za okupacji wychodziły „niemieckie gazety dla Polaków” – wydawane przez Niemców periodyki w języku polskim, które miały ogłupiać i prać mózgi. Na przestrzeni dekad „GazWyb” pełniła tę funkcję wybornie, jako „żydowska gazeta dla Polaków”, choć powstawała za zachodnie pieniądze przeznaczone dla całej opozycji, a nie środowiska „wybranych”. Organ Michnika prał mózgi, dzierżył rząd dusz, obrzydzał wszystko, co polskie, patriotyczne, tradycyjne, katolickie, kropla po kropli sącząc jad pedagogiki wstydu, krok po kroku odwracając znaczenie pojęć. Kto pozostawał przywiązany do świata wartości, które konstytuowały Polskę i polskość przez wieki – ten ciemnogrodzianinem był i basta, nienowoczesnym ciemniakiem, nieokrzesanym wstecznikiem, nie nadążającym za „postępem”, „nowoczesnością”. Krążyły żarty, że gdyby któregoś dnia „GazWyb” się nie ukazała – rzesza „młodych, wykształconych, z wielkich miast” nie wiedziałaby co na dany temat myśleć im wypada i jaka jest najnowsza mądrość etapu, pozwalająca uważać się za awangardę inteligencji. Było to takie dystrybuowanie prestiżu. Ja z kolei żartowałem, że gdy nie wiem, co sądzić o danej sprawie, to wówczas sięgam po lekturę „GW” i od razu wiem, że jest dokładnie odwrotnie niż napisano.
Przerabianie mózgów na nawóz historii z biegiem lat postępowało, zarówno za pomocą „GazWyb”, jak i „Wysokich Obcasów” i było to nieustanne posuwanie wajchy na lewo, aż się człowiek zastanawiał, czy jest jeszcze jakaś ściana i jak daleko można się posunąć, kiedy niezauważenie „soft”, stanie się „porn”? Czy ostatnia nominacja to już dotarcie do jakichś granic, czy środowisko redakcyjne „Agory” ma w zanadrzu jeszcze jakąś niespodziankę – nie wiem, promocję pedofilii, w której upodobanie znajdował przyjaciel pono Adama Michnika, były niemiecki eurodeputowany Daniel Con Bendit, goszczący nie raz na łamach „Wyborczej”, dla którego „seksualność dziecka jest czymś wspaniałym” i „uczucie rozbierania przez 5-letnią dziewczynkę jest fantastyczne, bo jest to gra o absolutnie erotycznych charakterze”. M.in. w 2019 GazWyb wydała „poradnik” zawierający wykaz osób, które w poszczególnych krajach miały wpływ na edukację seksualną – wymieniając, w przypadku Francji, Daniela Cohn-Bendita.
Zarówno „GazWyb”, „Wysokie Obcasy” i podobne twory mają swoje „autorytety moralne”. Dla tego środowiska gen. Kiszczak czy Jaruzelski to „ludzie honoru”. Nie powinno więc dziwić dołączenie do tego grona „doktor Gizele”, o której stało się głośno za sprawą śmierci 9-ciomiesięcznego Felka, zabitego zastrzykiem z chlorku potasu w serce w szpitalu w Oleśnicy. W internecie można znaleźć jej szokujące wypowiedzi pozwalające dowiedzieć się, czym dla nie jest nienarodzone dziecko. O „doktor Gizele” stało się też głośno za sprawą interwencji posła Grzegorza Brauna, który z kilkoma osobami wtargnął do placówki uniemożliwiając pracę aborcjonistce (to jeden z zarzutów wobec Grzegorza Brauna). Ten sam magazyn w 2018 roku organizował też akcję bilboardową „Aborcja jest OK”.
Nie będę się rozpisywał na temat tego, jak umiera dziecko zabijane chlorkiem potasu czy w inny sposób. Istotne jest jedno: jakie środowisko – tacy „bohaterowie”. Żyjemy w czasach, gdy wyraźnie, na naszych oczach „oddziela się światło od ciemności”, nie pozwalając nikomu być obojętnym. Można to uprościć tak: dla środowisk lewicowo-liberalnych, komunistyczny oprawca wyrywający paznokcie naszym ojcom i dziadom – to bohater i „człowiek honoru”; „żołnierz wyklęty”, polski patriota – to bandyta. Dla nas, Polaków, katolików – życie ludzkie zaczyna się od poczęcia i aborcja, na gruncie nie tylko etycznym, ale medycznym, logicznym, faktów – pozostaje pozbawieniem nienarodzonego jeszcze człowieka życia. Ten, kto zabija – jest, od nazwy czynu – zabójcą. Oto 9-miesięczne dziecko, tuż przed porodem, któremu nie pozwolono przyjść na świat… Ale dla środowisk lewicowo-liberalnych, osoby takie jak Gizela Jagielska – to „śmiała Polka” (żydowskiego pochodzenia), bohaterka, autorytet moralny.
Kiedy więc środowiska posiadające takich „bohaterów” nazywają ludzi takich jak ja „faszystami”, „nienawistnikami”, „ciemnogrodem”, „homofobami”, „antysemitami”, „rasistami”, „skrajną prawicą”, „ekstremistami” – czuję ogromną ulgę. To dla mnie jak certyfikat wierności prawdzie i zwykłej, ludzkiej przyzwoitości. Bałbym się, wstydził, oburzał, gdyby ktoś próbował mi wmówić, że wyznaję z tymi środowiskami ten sam świat wartości. Że mamy wspólnych bohaterów. A gdyby przez dłuższy czas nikt z tego szatańskiego „anty-świata” nie próbował obedrzeć nas z godności, albo zaczął chwalić, zaczęlibyśmy się martwić, czy aby nie zboczyliśmy z obranej ścieżki prawdy, dobra i piękna.
Zatem to naprawdę niewielka cena – ot, garść łatek i epitetów, czasem stek wyzwisk w internecie. Jak pisał Zbigniew Herbert:
To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
głowa
Mirosław Poświatowski
Foto: PCh24: (fot. prtscr/youtube/Kanał Zero )







