Jak stwierdził szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki, powodem odmowy nominacji był fakt, iż owi sędziowie podejmowali „różne działania o charakterze quasi-politycznym lub wprost politycznym”, wobec czego nie otrzymają oni awansów, ale nadal będą orzekać. Konkretnie chodzi o takie kwestie jak: kwestionowanie ustroju Rzeczypospolitej; kwestionowanie ustaw przyjmowanych przez Sejm, Senat i podpisywanych przez prezydenta; kwestionowanie statusu sędziów, którzy zostali powołani „zgodnie z procedurą – której konstytucyjności nikt nigdy nie zakwestionował”; kwestionowanie sędziów, którzy „otrzymali powołania i nominacje z rąk kolejnych prezydentów” oraz kwestionowanie poszczególnych izb Sądu Najwyższego „także powołanych w drodze ustawy”.
Dodałbym tu od siebie, że niby mamy zakaz przynależności sędziów do partii politycznych, ale przecież mamy rozpolitycznione do bólu organizacje sędziowskie i sędziów uzurpujących sobie coraz większą władzę, zacierającą granice lub przekraczającą granice ich kompetencji (co staje się zresztą powoli specyfiką również innych krajów); mamy też sędziów i prokuratorów „rozgrzanych” (cytat) przez Donalda Tuska. Generalnie zaufanie do wymiaru „niesprawiedliwości”, jak mówią Polacy, dołuje w statystykach i powszechnie panuje uzasadnione przekonanie o kompletnej „bezkarności” przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości oraz organów ścigania.
W każdym razie, wygląda na to, że wreszcie wybraliśmy prezydenta, który ma „cojones” i potrafi korzystać ze swoich kompetencji. Choć moim zdaniem, w przypadku „stajni Augiasza”, jaką – obok normalnych sędziów, stał się wymiar sprawiedliwości z „nadzwyczajną kastą ludzi” – nie udzielenie awansu sędziom, jest tylko „pudrowaniem trupa” i udawaniem, że posmarowanie jaskółczym zielem gnijącej nogi, powstrzyma postępującą gangrenę. Można oczywiście dywagować, czy dobrym rozwiązaniem nie byłoby wybieranie sędziów w wyborach powszechnych, co może niektórym osobom przywróciłoby poczucie rzeczywistości, ale osobiście uważam, że dotarliśmy do punktu, w którym istnieje tylko jedno skuteczne rozwiązanie, wdzięcznie proponowane przez Wojciecha Cejrowskiego: „wszyscy won”.
Foto: domena publiczna
Mirosław Poświatowski












