W swej encyklice papież pisze o różnych gremiach, które silnie pragną wzmocnienia więzów braterstwa, w sposób następujący:
„(…) W tym celu urządzają, zjazdy, zebrania i odczyty z nieprzeciętnym udziałem słuchaczy i zapraszają na nie dla omówienia tej sprawy wszystkich, bez różnicy, pogan wszystkich odcieni, jak i chrześcijan, ba, nawet tych, którzy – niestety – odpadli od Chrystusa, lub też uporczywie przeciwstawiają się Jego Boskiej naturze i posłannictwu. Katolicy nie mogą żadnym paktowaniem pochwalić takich usiłowań, ponieważ one polegają na błędnym zapatrywaniu, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne, (…)”
Wypisz wymaluj opis tego wszystkiego, co posoborowy kościół głosi dziś, w niemal sto lat od tej encykliki – i to bynajmniej nie tylko od czasów papieża Franciszka, ale też i niestety Jana Pawła II (a mieliśmy modlitwy w Asyżu z szamanami, całowanie Koranu, zaś niedawno deklarację z Abu Zabi, w której pisze się, że różnorodność religii jest „wyrazem woli Bożej”; wszystko to sygnowane przez najwyższego namiestnika Chrystusa na ziemi (!!!) itd. itp.). Po co w takim razie Chrystus umarł na krzyżu, po co ustanowił Kościół? Czy Duch Święty może przeczyć samemu sobie i nakazywać głosić prawdy, które dotąd potępiał? Jaki to zatem duch przemawia dziś przez hierarchów Kościoła?
„(…) W tych warunkach oczywiście ani Stolica Apostolska nie może uczestniczyć w ich zjazdach, ani też wolno wiernym zabierać głosu lub wspomagać podobne poczynania. Gdyby to uczynili, przywiązaliby wagę do fałszywej religii chrześcijańskiej, różniącej się całkowicie od jedynego Kościoła Chrystusa. Czyż możemy pozwolić na to – a byłoby to, rzeczą niesłuszną i niesprawiedliwą, by prawda, a mianowicie prawda przez Boga objawiona, stała się przedmiotem układów? (…)” – czytamy dalej w encyklice.
No właśnie, to przecież obserwujemy, mając świadomość sprotestantyzowanej Mszy Świętej, o lata świetlne odległej od Mszy Trydenckiej, ustanowionej „po wsze czasy” – by była łatwiejsza do przełknięcia dla heretyków, protestantów, co też się stało; wszystko to obserwujemy patrząc chociażby na to, jak będąca solą w oku protestantów Matka Boża odzierana jest właśnie przez Watykan z przynależnych jej tytułów. Tymczasem papież Pius XI pod koniec swej encykliki, modląc się, by Zbawiciel przywołał wszystkich błądzących (!) do jedności Kościoła, prosi w tej sprawie właśnie o wstawiennictwo „Najświętszej Dziewicy Maryi, Matki Łaski Bożej, Zwyciężczyni wszystkich herezji i Wspomożenia Wiernych”.
Czytamy też: „Jakżeż można sobie wyobrazić chrześcijański „związek”, w którym członkowie, nawet wówczas, gdy chodzi o wiarę, mogliby zachować własne zdanie, choćby ono sprzeciwiało się zdaniu innych? Jakżeż ci, którzy są przeciwnego zdania, mogliby należeć do jednego i tego samego związku wiernych?”.
Zatem widzimy że nie jest to li tylko kwestia „jakiejś” wiary, ale „logiki”, czytelnej dla każdego, kto się logiką posługuje, choćby był „innowiercą” nawet. Obecnie ekumenizm prowadzi nas fałszywą drogą jakichś „negocjacji” i „kompromisów”: czyli „my, katolicy, rezygnujemy z niektórych prawd wiary, wy protestanci, przestajecie się na niektóre z naszych dogmatów obruszać” – i w ten sposób wspólnie sobie wynegocjujemy, jak Bóg wygląda, czego chce, jakie są „najprawdziwsze” prawdy wiary, na miarę naszych czasów, na miarę naszej wygody, na miarę ludzką – a nie Bożą i Bożego Objawienia; w ten oto sposób ulepimy sobie nowego bożka, złotego cielca, dokładnie tak, jak zrobili to starotestamentowi Żydzi – ba! – co więcej – w ten sposób wypowiadamy posłuszeństwo Bogu, podobnie jak uczynił to Lucyfer wypowiadający słowa „non serviam” – „nie będę (Tobie) służył”. W tych okolicznościach nie ma tu więc miejsca na nawrócenie błądzących, skoro sami pasterze nawracać nie chcą, a w dodatku stracili wiarę. Po cóż zatem być katolikiem – skoro w myśl tego, co dziś głosi Katolicki Kościół – równie dobrze mogę być wyznawcą innej religii. Jest to nie tylko porzucenie własnej owczarni, ale i utwierdzanie w błędzie tych, których ma się obowiązek próbować do tej owczarni przyprowadzić.
Tak oto Prawda przez Boga Objawiona stała się przedmiotem „układów” o których pisał papież Pius XI. I to gdzie? W sercu Chrystusowego Kościoła, pośród jego namiestników. Taki katolicki Kościół przestaje być katolicki. Przestaje być apostolski. Porzuciwszy depozyt wiary – przestaje być Kościołem… Pozostają tylko bez mała zewnętrzne atrybuty jakiejś nowej obrzędowości, niemal dokładnie jak u Żydów – oto wydmuszka obrzędowości tych, którzy odrzucili swojego Boga, w Jezusie Chrystusie. Jakbyśmy patrzyli na pustą świątynię, pozbawioną Ducha, zdesakralizowaną po tym, jak depozyt wiary został porzucony, gdy rozum – zastąpiły emocje, Prawdę – relatywizm. Patrzymy na świątynię jeszcze może katolicką, ale coraz bardziej przypominającą protestancką denominację, albo wręcz zbór, w którym każdy „pasterz” głosi co innego, wiodąc owieczki na zatracenie. W jednym miejscu pobłogosławi się pary homoseksualne – w innym nie… Po co zresztą komu „sól, która zwietrzała”?
Patrzymy zatem na tą pustoszejącą świątynię oczekującą na zamianę na dyskotekę, hotel, czy inny przybytek, przepraszam za wyrażenie: publiczny. To tylko kwestia czasu, nawet jeśli niektórzy pasterze dziś uważają, że „idzie ku dobremu”, troszcząc się o dobre samopoczucie, dobrostan i „uczucia” wiernych, zamiast uświadamiać ich, że spowiedź to nie psychoterapia, a Msza nie jest jakimś obrzędem, w którym w centrum stoi człowiek i jego „uczucia” właśnie – ale osobowy Bóg, któremu mamy oddać cześć i dziękować. Bo jeśli „jest dobrze” – to po co komu Chrystus w Eucharystii, skoro można wziąć udział w stadionowym spędzie charyzmatycznym?
Tak Kościół nasz, zamiast nawracać – sam się protestantyzuje – i czy o taką właśnie „jedność” Chrześcijan mamy się modlić, czy o taką jedność chodzi Panu Bogu?
Dlatego w Tygodniu Modlitw o Jedność Chrześcijan, modląc się o nią, przypomnijmy raz jeszcze, jak powinna ona wyglądać, przywołując jakże aktualne i zakorzenione w nauczaniu Chrystusa słowa papieża Piusa XI sprzed niemal stu lat:
„Pracy nad jednością chrześcijan nie wolno popierać inaczej, jak tylko działaniem w tym duchu, by odszczepieńcy powrócili na łono jedynego, prawdziwego Kościoła Chrystusowego, od którego kiedyś, niestety, odpadli”.
Mirosław Poświatowski










