Krytycy nowego przedmiotu wskazują, że wpisuje się on w proces realizacji skrajnie lewicowej agendy minister edukacji, zbieżnej z „europejskim obszarem edukacyjnym”. Wskazują, że mieliśmy już likwidowanie zadań domowych, dewastowanie kanonu lektur, historii, rugowanie religii, nowomowę o „inkluzji” oznaczającą pogorszenie jakości nauczania – jakby ulepiony miał być jeden „nowy człowiek” człowiek, wyzuty z tożsamości, nie znający przeszłości, własnego dziedzictwa kulturowego i religijnego – a więc podatny na manipulacje. Teraz otrzymaliśmy przedmiot, w którym obok takich oczywistości jak dbałość o higienę osobistą, pojawiają się także elementy pseudonaukowe, pojawia się indoktrynacja, że istnieje wiele płci; dziecko ma być seksualizowane, wręcz deprawowane, w oderwaniu od pojęć takich jak rodzina i jej cel; niektórzy dostrzegają w programie umniejszanie, kwestionowanie roli rodziców, podważanie ich autorytetu; aborcja jest czymś normalnym, rozwód jest czymś normalnym. Zwraca się uwagę nie tylko na to, co w tym programie jest, ale też i na to, czego w nim nie ma.
Inni wskazują na forsowaną ideologię klimatyzmu. Jeszcze inni wskazują na zaszyte w programie bezrefleksyjne przyjmowanie zaleceń Big Pharmy w zakresie szczepień i „szczepień”. Zagrożeń jest wiele i gdyby przedmiot ten został – jak planowano – wprowadzony jako obowiązkowy, stanowiłby zamach na konstytucyjne prawo do wychowywania dzieci przez rodziców w zgodzie z ich przekonaniami.
Pojawiają się też głosy, że wymogi wobec osób nauczających nowego przedmiotu są mniejsze, niż w przypadku poprzedniego, zlikwidowanego, a szereg zagadnień jest zbędnych, lub może być poruszana na innych przedmiotach – i wkracza w dziedzinę zastrzeżoną dla rodziców.
Z różnych stron Polski napływają informacje, że zdarza się, iż rodzice są okłamywani, iż zrezygnować z przedmiotu mogą tylko na specjalnym formularzu. Albo tylko po spotkaniu informacyjnym. To nieprawda. Wystarczy zwykłe oświadczenie. Ale chcąc zrezygnować z zajęć, macie Państwo czas tylko do 25 września. Bo w przypadku „edukacji zdrowotnej” „dobrowolność” udziału w tych było nie było – zajęciach dodatkowych – polega na tym, że każdy uczeń jest na nie zapisany „domyślnie”. I już sam ten fakt powinien być dla świadomych rodziców alarmujący.
Na razie napływające informacje pozwalają przypuszczać, że plan „ministry” od edukacji może się nie powieść, nie brak klas, gdzie wypisane zostały wszystkie dzieci. Z różnych powodów. Niekiedy deklarowana jest prozaiczna chęć by dziecko miało „więcej czasu”. Czas pokaże, czy rodzice będą mieli na tyle instynktu samozachowawczego, by jeszcze raz, w kolejnym już pokoleniu, pokazać komunie „gest Kozakiewicza”.
Podzielający powyższe opinie – stanowiące opis stanu faktycznego
Mirosław Poświatowski
Ogłoszenie społeczne








