Referendum w sprawie „zielonego wału” – nie będzie
Jeszcze wczoraj, w środę, w Warszawie związkowcy z NSZZ „Solidarność” zorganizowali antyrządową manifestację, w której domagali się referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej. W ten sposób wsparli referendalną inicjatywę prezydenta Karola Nawrockiego. Jednak większość senatorów sprzeciwiło się pomysłowi, aby na ten temat mogli wypowiedzieć się zwykli Polacy…
Manifestacja „S” odbywała się pod hasłem „Razem dla Polski i Polaków”. W ocenie jak się wydaje większości Polaków, sądząc po różnych statystykach (o czym za chwilę), „zielony ład” jest czymś, co drenuje kieszenie Polaków i dławi gospodarkę. Jednak wypada zauważyć, że związkowcy, wspierając prezydenta z PiS, protestowali przeciwko czemuś, co sam PiS wprowadził, za rządów Morawieckiego.
Co ciekawe, według sondażu przeprowadzonego w dniach 14-16 maja przez IBRIS dla „Wirtualnej Polski”, w którym pytanie brzmiało: „Jak Pan/i sądzi, jak zmienią się ceny energii dla gospodarstw domowych do 2030 roku w wyniku polityki klimatycznej UE?” – aż 76,5 procenta odpowiedziało, że ceny z tego powodu wzrosną. 54,5 proc. uważa, że ceny „znacząco wzrosną”, a 22 proc oczekuje „nieznacznego” wzrostu. Tylko 4,5 proc. wierzy, że ceny „zmaleją”,. 2 proc. wierzy, że ceny spadną „nieznacznie”, a 2,5 proc., że „znacząco”. 12,4 proc. wierzy, że ceny energii się nie zmienią. 6,6 proc. nie miało zdania na ten temat.
Niemniej widać różnicę w ocenach wyborców koalicji rządzącej, a opozycji. Aż 82 procent wyborców opozycji spodziewa się wzrostu cen – i to „znaczącego”, a 17 procent oczekuje nieznacznych podwyżek cen. Natomiast w przypadku zwolenników KO, Nowej Lewicy, PSL i Polski 2050 ocena rzeczywistości jest znacząco inna – choć i tak aż 59 procent z nich spodziewa się wzrostu cen, sądząc jednak, że będzie on „nieznaczny”.
Różnice zarysowały się także podczas debaty w Europarlamencie dotyczącej systemu ETS (unijny system handlu emisjami CO2 – przypomnijmy, że na razie obejmuje on wielki przemysł, energetykę i lotnictwo, ale w przyszłym roku wchodzi ETS 2 – obejmując dodatkowo budownictwo i transport, co przełoży się na wyższe ceny na stacjach paliw i w opłatach za ogrzewanie). Otóż o ile PiS opowiada się za likwidacją ETS, o tyle KO wierzy w możliwość „głębokiej reformy” systemu”.
A teraz powróćmy do głosowania w Senacie nad prezydencką propozycją referendum ws. unijnej polityki klimatycznej. Głosowało 95 senatorów. Za było 32, przeciw 62, a jeden wstrzymał się od głosu. Wymagana bezwzględna większość wynosiła 48 głosów. Oczywiście przeciwnicy ideologicznego „zielonego wału” mogą uważać, że na 95 senatorów aż 62 jest z jakichś tajemniczych względów samobójczo „zaczadzonych” zieloną ideologią, ale byłaby to niepełna odpowiedź. Jak podała interia.pl, jeden z senatorów Waldy Dzikowski uzasadniał, że Senat nie zgodził się na referendum, ponieważ „demokracja wymaga uczciwych pytań, a nie politycznych tez ubranych w formę głosowania”. Tymczasem pytanie w referendum było pytaniem z tezą i miałoby brzmieć: „Czy jest pan/pani za realizacją polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”.
W mojej opinii, jakkolwiek chętnie, zgrzytając zębami wziąłbym udział w takim referendum i głosował za wypowiedzeniem zielonego ładu – choć jak mówiłem, łatwiej by było wystąpić z UE – to trudno nie odnieść wrażenia, że prezydent formułując w taki sposób pytanie i doskonale wiedząc czego można się spodziewać, niejako strzelił sobie w kolano. Otwiera to pole do spekulacji, czy w ogóle chciał tego referendum, czy też był to gest pod publiczkę. Mimo wszystko jednak szkoda, że inicjatywa prezydenta – osoby, która w wyborach powszechnych ma najmocniejszy mandat społeczny, w porównaniu do posłów, senatorów, o rządzie już nie wspominając, została odrzucona. Tym samym możliwości wypowiedzenia się w sprawie o wadze „być, albo nie być”, pozbawiony został suweren, czyli Polacy.
W przywołanym artykule Interii najbardziej żenująca była jednak wypowiedź senatora sprawozdawcy Stanisława Gawłowskiego z Koalicji Obywatelskiej. Senator wyjaśnił, że – zgodnie z opinią prof. Barbary Wieliczko z Biura Współpracy Międzynarodowej – pytanie wydaje się logicznie niespójne. „Skoro polityka klimatyczna już doprowadziła do wzrostu kosztów, to czy jej hipotetyczne zaprzestanie spowoduje ich obniżenie, powrót do poziomu sprzed wdrażania tej polityki, czy też przeciwnie?” – pytał Gawłowski.
Panu Senatorowi odpowiadam: kiedy się wdepnęło w gówno, to jedynym rozwiązaniem jest z niego wyjść, a nie brnąć dalej w stronę jeszcze większego szamba. Zadziwiające jest to, że ludzie, którzy takich rzeczy nie wiedzą, rządzą naszym krajem. Aż chciałoby się przywołać pewien cytat: zaprawdę, jak niewielką ilością rozumu rządzony jest ten świat…
A Państwo, co na ten temat sądzicie? Czy uważacie, że powinniśmy wypowiedzieć „zielony ład”? Czy wzięlibyście udział w referendum w tej sprawie?



