Powód pierwszy – Konfederacja Korony Polskiej, której kibicuję i z sympatią tą nigdy się nie kryłem – dotąd często pomijana w sondażach, nawet w nieprzyjaznym sobie środowisku znajduje się dziś ponad progiem wyborczym.
Powód drugi – słaby wynik Polski 2050 H…łowni, ugrupowania w moich oczach „wystruganego z banana” przez Amerykanów jak sądzę. Ugrupowania wystruganego tak samo, jak wcześniej partyjka Petru, która wyskakując z niebytu niczym królik wyciągnięty z kapelusza przez iluzjonistę, nagle już na starcie miała kilkanaście procent… Jeszcze wcześniej był Palikot, a na przestrzeni lat pojawiały się różne inne twory, PJJ z Pawłem Kowalem, dziś – taka moja ocena: „sługą narodu ukraińskiego” i czort wie jakie jeszcze ugrupowania. Każdy z tych tworów, stanowił moim zdaniem taki sposób zdyscyplinowania i przypomnienia niektórym partiom, skąd im wyrastają nogi, gdyby chciały się „zbiesić” i odciąć od swoich mocodawców..
Z tej perspektywy wyjątkowo udanym dziełem – w mojej opinii – była Platforma Obywatelska, postrzegana („po owocach ich poznacie”) jako ekspozytura niemiecka, stronnictwo pruskie, którego początki sięgają Kongresu Liberalno-Demokratycznego, z Donaldem Tuskiem jako przewodniczącym, a finansowanego chociażby przez niemiecką partię CDU, o czym pisały w swoim czasie media. To dzieło jawi się mi jako wyjątkowo udane – ale niestety nie z perspektywy polskiej, ale z perspektywy niemieckich służb specjalnych.
Z kolei PiS jest dla mnie stronnictwem żydowsko-amerykańskim i chciałbym jako fake-newsy traktować doniesienia o pomysłach wpisania przyjaźni polsko-amerykańskiej do Konstytucji RP, tak jak wcześniej, za PRL, mieliśmy w Konstytucji zapis o przyjaźni z ZSRR.
Zaprawdę, jeśli chodzi o wpływy obcych agentur, jakże niewiele zmieniło się u nas od czasów przedrozbiorowych…
Powód trzeci: słaby wynik PSL. Osobiście z utęsknieniem czekam na chwilę, gdy ugrupowanie, w mojej ocenie kompletnie bezideowe, posiadające „stuprocentową zdolność koalicyjną”, które – proszę wybaczyć te słowa: „nadstawiało się” już każdemu, w zamian za stołki i apanaże, znajdzie się poza Sejmem i na śmietniku historii. Oczywiście nie jestem w stanie z całą pewnością stwierdzić, czy patrząc na poczynania Polskiego Stronnictwa Ludowego, Wincenty Witos, którym tak chętnie usta wycierają sobie działacze, przewraca się w grobie, czy nie, ale dla mnie tożsamość obecnego PSL raczej związana jest jej poprzednim wcieleniem – ZSL, przybudówką Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.
Pamiętam wybory, gdy PSL uzyskiwało nieoczekiwanie wysoki wyniki w kompletnie odjechanych okręgach, mi.in. bodajże w słynnym z rolnictwa Gdańsku. Pamiętam wybory, gdy zdarzało się, że w Domach Pomocy Społecznej podległych Starostwu Powiatowemu, rządzonemu przez PSL, ugrupowanie to uzyskiwało powyżej 90 procent i gdyby żył Towarzysz Stalin, przypuszczam że przekroczyłoby 100 procent. Tak było, o ile mnie pamięć nie myli, w Opatowie. Oczywiście nie twierdzę, że ten czy ów dyrektor takiego ośrodka zwracał się do np. staruszków „wicie rozumicie, ma być tak i tak, bo inaczej „będzie z wami brzydka sprawa”” – jak mawia w swych felietonach Stanisław Michalkiewicz. Ale nie uważam tego za niemożliwe, mając w pamięci fakt wymuszania na podopiecznych DPS-ów przyjmowania eksperymentalnych preparatów genetycznych, zwanych dla niepoznaki szczepionkami, znajdujących się w trzeciej fazie badań klinicznych i przynoszących opłakane skutki – a jedną z takich relacji znam z pierwszej ręki. I skoro takie i inne rzeczy były możliwe w czasie plandemii, którą zakończył jak wiadomo cudotwórca Władimir Putin – to wszystko jest możliwe. Mam tu na myśli oczywiście chwilę, gdy wraz z najściem na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej milionów obywateli Ukrainy, nie testowanych na obecność wirusa – celebryty, nagle z dnia na dzień z pasków telewizorów zniknęły doniesienia o liczbie „zarażonych”, wyssane z brudnych palców osób, które do dziś nie poniosły żadnej odpowiedzialności za doprowadzenie do śmierci około pół miliona Polaków, pozbawionych dostępu do opieki medycznej.
I tak się składa, że w tej, ale i w innych zasadniczych sprawach, wszystkie te ugrupowania – PSL, PO (KO), PiS – wykazywały zastanawiającą jedność w gęganiu pod cudzy dyktat.
Ale to już inna (?) historia.
Wracając do PSL – tak jak z biegiem czasu lewica traciła swój tradycyjny elektorat, który się na nią wypiął i zaczęła na gwałt szukać elektoratu zastępczego, w postaci sprowadzanych nachodźców i osób lgbtnkwdqwerty, tak PSL, ponosząc część odpowiedzialności za niszczenie polskiego rolnictwa, ten tradycyjny elektorat traci. A trudno mi znaleźć ten elektorat, gdy przejeżdżając przez wieś, prędzej spotkam strusia, niż pospolitą „Mućkę”, a na widok pasącego się stada krów aż się zatrzymuję. Trudno znaleźć ten elektorat w sytuacji, w której statystyczny rolnik mleko kupuje w supermarkecie, a koło gospodyń wiejskich robiąc ciasto na „swojskie” prozioki, sięga po „świeżuśkie”, zsiadłe mleko prosto ze sklepu.
Ostatnim ugrupowaniem, które jeszcze się za rolnikami ujmowało i coś miało do powiedzenia – była Samoobrona, a ostatnim liczącym się liderem – ś.p. Andrzej Lepper, cokolwiek by o nim nie sądzić – do którego wszakże wstąpił „seryjny samobójca”, który – jak pisał jeden z felietonistów – nawiedza takie osoby w piątek, najdalej w sobotę, żeby już w poniedziałek prokuratura mogła wszcząć energiczne śledztwo.
Zatem patrząc na takie sondaże i na Władysława Kosiniaka Kamysza, trzymam za niego kciuki – by jak najdłużej był twarzą, liderem, frontmenem Polskiego Stronnictwa Ludowego: im dłużej to będzie trwało, tym pewniej i szybciej nadejdzie ta „wiekopomna chwila”, gdy pan prezes będzie mógł powtórzyć słowa swojego wielkiego poprzednika, Mieczysława Rakowskiego, wieńczącego obrady XI Zjazdu Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, gdy 29 stycznia 1990 roku, po przyjęciu uchwały o zakończeniu działalności partii, po raz ostatni wypowiedział on zdanie: „sztandar wyprowadzić!”
Tak będzie lepiej dla Polski i dla Polaków.
Mirosław Poświatowski








