List Konferencji Episkopatu Polski
z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej
Drodzy Siostry i Bracia,
w 5. Niedzielę Wielkiego Postu Ewangelia czytana w liturgii przenosi nas do Betanii. To tam, niespełna dwa tygodnie przed swoją śmiercią w Wielki Piątek, Pan Jezus – z ogromną mocą i przejrzystością – objawia nam dziś jej sens. Jezus umrze po to, aby Łazarz mógł otrzymać życie. Łazarz wychodzi z grobu, a Jezus zajmuje jego miejsce. Ewangelia opisuje grób Łazarza analogiczne do grobu Jezusa: „była to pieczara, a na niej spoczywał kamień”.
Śmierć Jezusa jest ceną życia, które wrócone jest Łazarzowi. Więcej: śmierć Jezusa jest ceną życia, które wrócone jest każdej i każdemu z nas. Ta cena mówi nam o największej miłości: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13). Dlatego też ta cena kryje w sobie niezwykłą moc zobowiązania: by ją uszanować, by jej nie podeptać, by jej nie zlekceważyć! Chrystus nie zgadza się na naszą śmierć – nawet jeśli do niej dopuszcza (tak, jak dopuścił do śmierci swego przyjaciela), nie godzi się na to, byśmy w niej trwali! Taka jest dyscyplina Bożego działania i odkupienia: nasz Pan nie chroni nas magicznie od duchowej śmierci (jaką jest grzech); ile razy jednak ją wybieramy, tyle razy jest gotów nas z niej wyprowadzić. Nie godzi się na nasze trwanie w śmierci! A kto trwa śmierci? Jasnej odpowiedzi udziela nam św. Jan w swoim Pierwszym Liście: „KTO NIE MIŁUJE, TRWA W ŚMIERCI” (1 J 3, 14). Zauważmy: Słowo nie mówi tu jedynie o nienawiści. Mówi o „braku miłości”, a więc także o obojętności, bierności, braku zainteresowania, znieczulicy.
Jednym z takich śmiertelnych deficytów miłości, był (i niestety ciągle jeszcze pozostaje) ANTYSEMITYZM. Ale i z tej „śmierci” wyprowadził (i wyprowadza) nas Pan – szczególnie w ciągu ostatnich 60 lat – dzięki wydarzeniom, które czujemy się zobowiązani wszystkim nam przypomnieć.
13 kwietnia br. minie czterdzieści lat od dnia, gdy biskup Rzymu, następca św. Piotra, po raz pierwszy od czasów apostolskich przekroczył próg żydowskiego domu modlitwy. Tamtego wiosennego wieczoru, po serdecznym wzajemnym uścisku z głównym rabinem Rzymu Elio Toaffa, św. Jan Paweł II wszedł do rzymskiej synagogi w uroczystej procesji przy śpiewie psalmu 150: „Alleluja! Chwalcie Boga w Jego świątyni, chwalcie Go na firmamencie, gdzie jaśnieje moc Jego!”. „Od dawna myślałem o tej wizycie…” – wyznał papież, witając się z żydowską wspólnotą.
Tamto spotkanie czterdzieści lat temu nie byłoby możliwe, gdyby nie inne wydarzenie, którego wagę trudno dziś przecenić. Miało ono miejsce dwadzieścia lat wcześniej.
28 października 1965 r. Sobór Watykański II przyjął deklarację „Nostra aetate” („W naszych czasach”), mówiącą o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich. Znalazły się w niej słowa, które stały się punktem zwrotnym w stosunkach między Kościołem katolickim a Żydami i judaizmem. Do nich właśnie odniósł się św. Jan Paweł II w swoim przemówieniu w rzymskiej synagodze. Przypomnijmy dziś jego słowa.
„Po pierwsze, Kościół Chrystusowy odkrywa swoją więź z judaizmem, wgłębiając się we własną tajemnicę. Religia żydowska nie jest dla naszej religii zewnętrzna, lecz w pewien sposób wewnętrzna. Mamy zatem z nią relacje, jakich nie mamy z żadną inną religią. Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi i w pewien sposób, można by powiedzieć, naszymi starszymi braćmi”.
Słychać tu echo słów apostoła Pawła z Listu do Rzymian, gdzie mowa jest o „dzikich gałązkach oliwnych”, czyli poganach, „wszczepionych w szlachetną oliwkę”, którą są Żydzi żyjący w przymierzu z Bogiem. Kościół „czerpie pokarm z korzenia tej szlachetnej oliwki”. Do Pawłowej metafory drzewa oliwnego odwoływać się będą wielokrotnie kolejni papieże, podkreślając jej aktualność. „Odkryliśmy na nowo, że naród żydowski jest dla nas wciąż świętym korzeniem, z którego wyrósł Jezus” – przypomniał papież Franciszek[1]. A konieczność odczytywania nauki Jezusa i Jego uczniów „w perspektywie żydowskiej, w kontekście żywej tradycji Izraela” potwierdziła Stolica Apostolska[2].
Drugim problemem, na który zwrócił uwagę św. Jan Paweł II w czasie swego przemówienia w rzymskiej synagodze, jest obciążanie Żydów zbiorową odpowiedzialnością za śmierć Chrystusa: „Żydom jako narodowi nie można przypisywać żadnej dziedzicznej ani zbiorowej winy za to, co popełniono podczas męki Jezusa” – przywołał papież słowa soborowej deklaracji. Potępić należy wszelkie akty dyskryminacji i prześladowań Żydów, które przez wieki miały miejsce w związku z tym oskarżeniem.
Warto przypomnieć, że Katechizm Kościoła Katolickiego, powtarzając za Soborem Trydenckim, naucza jednoznacznie: „Kościół nie waha się przypisać chrześcijanom największej odpowiedzialności za mękę Jezusa, którą zbyt często obciążali jedynie Żydów. (…) Trzeba uznać, że nasza wina jest w tym przypadku większa niż Żydów. Oni bowiem, według świadectwa Apostoła, nie ukrzyżowaliby Pana chwały (1 Kor 2,8), gdyby Go poznali. (…) Ukrzyżowałeś Go i krzyżujesz nadal przez upodobanie w wadach i grzechach” (KKK 598).
W swoim wystąpieniu papież radykalnie sprzeciwił się przedstawianiu Żydów jako „odrzuconych albo przeklętych”. Przez ponad półtora tysiąca lat treści te, obecne w katolickim nauczaniu i błędnej interpretacji Pisma Świętego, kształtowały postawy chrześcijan, przyczyniając się do nienawiści, prześladowań i manifestacji antysemityzmu. Powinniśmy pamiętać, że Kościół katolicki stwierdza dziś jednoznacznie: Żydzi są nadal umiłowani przez Boga, który wezwał ich nieodwołalnym powołaniem. Bóg bowiem, wierny swym obietnicom, nie odwołał Pierwszego Przymierza. Izrael pozostaje nadal narodem wybranym[3].
W 1997 r., mówiąc o korzeniach antyjudaizmu w środowisku chrześcijańskim, św. Jan Paweł II nazwał trwanie Izraela „faktem nadprzyrodzonym”. „Ten lud trwa na przekór i wbrew wszystkiemu dlatego, że jest ludem Przymierza” – stwierdził papież[4]. Powrót do źródeł i teologiczna refleksja nad tajemnicą trwania Izraela, podjęta w XX wieku – szczególnie wobec straszliwej tragedii Szoah (Zagłady), jaka dokonała się w Europie – zaowocowały nowym, zakorzenionym w apostolskiej tradycji nauczaniem Kościoła o Żydach i judaizmie.
Zainspirowana soborową deklaracją refleksja Kościoła ukazuje coraz wyraźniej więzi łączące Żydów i chrześcijan. Są nimi szczególnie: cześć dla Słowa Bożego, modlitwa i liturgia, a także mesjańska nadzieja przyszłości. Bo „gdy lud Boży Starego i Nowego Przymierza rozważa przyszłość, zmierza on – nawet jeśli wychodzi z dwu różnych punktów widzenia – ku analogicznym celom: przybyciu lub powrotowi Mesjasza”[5]. Nawiązując do wspólnej nadziei eschatologicznej, św. Jan Paweł II powiedział: „Przymierze Nowe odnajduje w Starym swoje korzenie. O ile zaś Stare może odnaleźć w Nowym swe spełnienie, to jest oczywiście sprawą Ducha Świętego. My, ludzie, staramy się temu tylko nie przeszkadzać[6].”
Rocznica papieskiej wizyty w rzymskiej synagodze przypadnie nazajutrz po zakończeniu Oktawy Wielkanocy. W tym roku zarówno wyznawcy Judaizmu, jak i chrześcijanie świętują Paschę w tym samym czasie. To okazja, by przypomnieć sobie o żydowskich korzeniach chrześcijańskiej liturgii.
Św. Jan Paweł II podkreślał, że te „korzenie należy jeszcze głębiej poznać; szczególnie muszą je lepiej poznać i docenić wierni”, ponieważ „wzięcie pod uwagę wiary i życia religijnego narodu żydowskiego, tak jak są one wyznawane i przeżywane współcześnie”, może nam pomóc w lepszym zrozumieniu życia Kościoła[7].
W wielu miejscowościach – nieraz tuż obok nas, czasem nieco dalej – znajdują się ocalałe z wojennej zawieruchy synagogi. W większości z nich nie rozbrzmiewa już dziś głos radosnej szabatowej modlitwy. Są jednak i takie, które tętnią religijnym życiem. Podążając śladem św. Jana Pawła II, odwiedźmy 13 kwietnia synagogę. Wspomnijmy mężczyzn i kobiety, których modlitwami przez wieki nasiąkały mury bożnic. A tam, gdzie jest to możliwe, spotkajmy się z żydowskimi siostrami i braćmi. Pamiętając, że zawsze modlimy się za nich w liturgii wielkopiątkowej, prosząc Boga, aby lud, który On jako pierwszy nabył na własność, „wzrastał w wierności Jego przymierzu” i mógł „osiągnąć pełnię odkupienia”. Bo „nie ma żadnych wątpliwości, że Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia, ale jak to może być możliwe bez wyraźnego wyznawania Chrystusa – jest i pozostanie niezgłębioną tajemnicą Bożą”[8].
Niech nas wspiera swoją modlitwą Maryja, Matka naszego Pana, „Wybrana Córka Izraela”[9].
Pasterze Kościoła katolickiego w Polsce obecni na 404. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski.
Warszawa, 12 marca 2026 roku
Konferencja Episkopatu Polski przechodzi na judaizm
Żydzi są nadal „narodem wybranym”, to nie oni zabili Chrystusa, kościół mylił się przez 1500 lat, a wierni powinni w dniu 13 kwietnia nawiedzić synagogę – taki jest wydźwięk heretyckiego listu, który wystosowała Konferencja Episkopatu Polski, do odczytania podczas dzisiejszej, niedzielnej mszy we wszystkich kościołach. List wywołał – nie tylko w mediach – powszechne osłupienie i oburzenie, albowiem głosi tezy kompletnie sprzeczne z odwiecznym nauczaniem Kościoła, podważając sens jego istnienia. A wszystko to w czasie Wielkiego Postu – i w cieniu izraelskiej napaści na Iran i żydowskiego ludobójstwa w Palestynie. Na życzenie niektórych z Państwa, w nowym programie „Okiem Poświatowskiego”, nagrywam niniejszy felieton, wcześniej, w okresie Wielkiego Postu, opublikowany w formie pisanej w naszych mediach społecznościowych.
Za pretekst do napisania listu, w którym czuć rękę największego modernisty w polskim kościele wśród hierarchów, „Rysia w owczej skórze”, posłużyła czterdziesta rocznica pierwszej wizyty papieża, a konkretnie Jana Pawła II, w rzymskiej Synagodze Większej. Znajdujemy w nim odniesienia do deklaracji o stosunkach między Kościołem katolickim a judaizmem, przyjętej przez Sobór Watykański II; czytamy tu o „konieczności odczytywania nauki Jezusa i Jego uczniów w perspektywie żydowskiej, w kontekście żywej tradycji Izraela”. W liście przypomina się fragmenty słów Jana Pawła II padłe w synagodze, zgodnie z którymi nie można obciążać Żydów zbiorową odpowiedzialnością za śmierć Chrystusa. W kontekście nauczania Kościoła jesteśmy pouczeni przez biskupów, że „przez ponad półtora tysiąca lat treści te, obecne w katolickim nauczaniu i błędnej interpretacji Pisma Świętego, kształtowały postawy chrześcijan, przyczyniając się do nienawiści, prześladowań i manifestacji antysemityzmu”. Z listu dowiadujemy się ponadto, że więzią łączącą nas z Żydami jest: „cześć dla Słowa Bożego, modlitwa i liturgia (…)” oraz że „Bóg bowiem, wierny swym obietnicom, nie odwołał Pierwszego Przymierza. Izrael pozostaje nadal narodem wybranym”. Na koniec polscy biskupi zachęcają swych wiernych do odwiedzenia synagogi, oczywiście, „podążając śladem św. Jana Pawła II”…
No cóż, okazuje się, że przez półtora tysiąca lat Kościół mylił się… Może myli się i teraz. Może mylił się w innych kwestiach. Może nie jest w takim razie nieomylny w kwestiach wiary? Jakie jeszcze nauczanie odwołacie, drodzy biskupi, kasując świętych i doktorów kościoła?
Jaka „cześć dla Słowa Bożego”, jaka „modlitwa i liturgia” „łączy nas z Żydami”? Przecież korzeniem obecnego judaizmu, jego istotą, jest odrzucenie Chrystusa, nienawiść do wszystkiego, co chrześcijańskie, katolickie; jako „goje”, jesteśmy traktowani co najwyżej jako „podludzie”, a sam judaizm ocieka szowinizmem narodowym. Czy modlimy się tymi samymi słowami? Czy wierzymy w tego samego Boga, skoro Żydzi Go odrzucili? Czy łączy nas Msza Święta, na której ofiarowywany jest Chrystus, którego ukrzyżowali?
I wreszcie kto zabił Jezusa? Pokazuje to wyraźnie Pismo Święte. Najdobitniej właśnie w okresie Wielkanocy, w okresie Wielkiego Postu, w którym biskupi KEP zechcieli napisać tak niewiarygodnie heretycki list. Otóż Jezusa zabili Żydzi, określani w Piśmie Świętym m.in. jako „plemię żmijowe”, przez Niego samego. Natomiast my, katolicy doskonale wiemy, że to my krzyżujemy Chrystusa swoimi grzechami, bo to jest istota naszej wiary. Któryś z publicystów przywołał już w tym kontekście 1 List do Tesaloniczan: „(…) Żydzi zabili Pana Jezusa i proroków, i nas także prześladowali. A nie podobają się oni Bogu i sprzeciwiają się wszystkim ludziom. Zabraniają nam przemawiać do pogan celem zbawienia ich; tak dopełniają zawsze miary swych grzechów. Ale przyszedł na nich ostateczny gniew Boży. (…)”
Jednak kompletną herezją, czy może wręcz apostazją biskupów z Konferencji Episkopatu Polski jest stwierdzenie, że Izrael nadal pozostaje narodem wybranym. Jest to tak absurdalne, tak sprzeczne z całym nauczaniem Kościoła, tak nielogiczne, że w zasadzie odwołuje ono cały sens istnienia tego Kościoła, neguje fakt śmierci i Zmartwychwstania Jezusa oraz uznawania go za Syna Bożego.
Otóż Bóg nie odwołał starego przymierza – ono po prostu wygasło, wypełniło się w Jezusie Chrystusie. „Wybraństwo” zostało rozciągnięte na wszystkie narody. Potwierdza to samo Pismo Święte, listy apostolskie, słowa Jezusa. Jeżeli biskupi uznają, że Żydzi nadal są narodem wybranym, to w takim razie po co umarł i zmartwychwstał Chrystus, zawierając „nowe przymierze”? Jeżeli zdaniem biskupów KEP Żydzi nadal są narodem wybranym, to jest to równoznaczne z odrzuceniem Chrystusa; nie było go, nie umarł, nie Zmartwychwstał, nie odkupił świata. Jeżeli Żydzi są narodem wybranym, to cały Kościół Katolicki jest jedną wielką pomyłką i oszustwem. Albo – albo. W tym kontekście powstaje pytanie, czy nasi hierarchowie nie powinni jawnie przejść na judaizm, zwłaszcza ,że zachęcają do odwiedzenia synagogi. Dotąd tresowani byliśmy „Dniami Judaizmu”, by słuchać – jak miało to miejsce niegdyś w tarnowskiej katedrze – „słowa Bożego”, głoszonego przez Żyda; w miejscu, w którym spoczywa Przenajświętszy Sakrament, Chrystus przez Żydów ukrzyżowany i odrzucony. Zachęta do odwiedzenia synagogi jest już tylko naturalną tego konsekwencją. Wcześniej, w okresie plandemii, mieliśmy jeszcze inne „zachęty”, w tym ze strony Prymasa Polski – do nie odwiedzania świątyń w okresie Świąt Wielkanocnych i do samodzielnego „poświęcenia” pokarmów. I jedno, i drugie – to rzeczy niebywałe w historii naszego Kościoła. Komu służycie, drodzy biskupi KEP?
No i wreszcie – skoro mamy iść do synagogi, bo tam jest „naród wybrany”, to może i tam, jakiemuś rabinowi, powinniśmy wręczyć „pieniądz złoty”, zamiast dać wam na tacę.
Brakuje jeszcze, żeby biskupi w KEP, najlepiej razem z kardynałem Rysiem, wzięli gumkę i powycierali „dla dobra wiernych” oczywiście, „nieprawomyślne” treści, dodając coś od siebie, skoro mają czelność i odwagę głosić treści sprzeczne z odwiecznym nauczaniem Kocioła Katolickiego. Oczywiście po uprzednim skonsultowaniem tego z jakimś rabinem. No, ale przecież już tak mieliśmy. Niedawno w sposób haniebny odarta została z przynależnych Jej tytułów, Najświętsza Maryja Panna – najpewniej by przypodobać się – tym razem protestantom. Ten proces podmiany kościoła w jakąś szatańską podróbkę trwa od dekad, a przyspieszył po Soborze Watykańskim II. Przyjrzyjmy się, jak ewoluowała pewna Wielkopiątkowa modlitwa, bo to będzie wymowny przykład. Do 1959 roku brzmiała ona:
„Módlmy się i za Żydów wiarołomnych: niech Bóg i Pan nasz zdejmie zasłonę z ich serc, aby i oni poznali Jezusa Chrystusa Pana naszego (…)”
Za sprawą papieża Jana XXIII w roku 1959 uzyskała ona brzmienie:
„Módlmy się także za Żydów: Niech Bóg i Pan nasz usunie zasłonę z ich serc, aby i oni uznali Jezusa Chrystusa, Pana naszego.”
Znika słowo „wiarołomnych”. Od tego momentu ci, którzy odwrócili się od swego Boga i ukrzyżowali go, odrzucając przymierze, dopuszczając się zdrady – „wiarołomni” już nie są. No, jeśli nie są wiarołomni, to znaczy że mieli rację, ich przymierze trwa, a mylimy się my, chrześcijanie, bo żadnego Zmartwychwstania nie było. Możemy dziś jedynie dywagować, czy był to „ukłon” w stronę Żydów, by ich „nie urażać”, czy też stało się to właśnie pod ich naciskiem. Tak czy owak był to ukłon, w którym Prawda cześć oddała Kłamstwu. Jednak Jezus w czasie kuszenia nie oddał pokłonu szatanowi, tak jak w tej – wydawałoby się niewinnej kwestii – Jezusa zaparł się niejako Jan XXIII.
Ostatecznie, po wielu zmianach, w 2022 roku Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów – uwaga: na wniosek Konferencji Episkopatu Polski – zezwoliła na nowy, polski tekst modlitwy: „Módlmy się za Żydów, do których najpierw Pan Bóg nasz przemówił, aby pomógł im wzrastać w miłości Jego Imienia i w wierności Jego przymierzu.”
Proszę zwrócić uwagę, tu nie tylko że nie istnieje słowo „wiarołomni”, ale znajdujemy modlitewne wezwanie, by Bóg utwierdził Żydów w ich wiarołomności. Bo jakże inaczej rozumieć słowa, by zechciał „pomóc” im „wzrastać” „w wierności Jego przymierzu”. Jakim przymierzu? Tym, które wygasło? Wystarczyło kilka dekad, by niezauważenie poddać kościół zarówno judaizacji, jak i protestantyzacji.
Zatem obecny, szokujący, heretycki list Komisji Episkopatu Polski jest tylko logiczną konsekwencją poprzednich działań. Patrząc na to, co jest w nim napisane odnośnie Żydów, w zderzeni z tym, czego Kościół zawsze nauczał, można odnieść wrażenie, że widzi się polskich biskupów (negujących Chrystusa przez sam fakt uznania, że „Izrael nadal pozostaje narodem wybranym) – jak stoją w tłumie wołającym „ukrzyżuj go”. Wołali też „uwolnij Barabasza”, za każdym razem, gdy wpuszczali do kościoła protestanckie sekty charyzmatyczne, jednocześnie zwalczając Mszę Wszechczasów.
Po tym liście, pasowałoby odprawić nabożeństwo takie, jakie odprawia się po sprofanowaniu świątyni. Tyle że KEP sprofanowała wszystkie świątynie w Polsce – bo list ten miał być odczytany we wszystkich świątyniach.
A wszystko to w czasie, gdy Izrael dokonuje ludobójstwa w Palestynie, gdy wespół z USA, napada na Iran, gdy izraelscy osadnicy siłą wypędzają, z pomocą wojska, Chrześcijan z ich domów, gdy Bazylika Grobu Pańskiego pozostaje zamknięta. Jeżeli intencją biskupów, było, w jakiejś mierze – zapobieżenie „antysemityzmowi”, czy raczej niechęci do Żydów, to było to jak dolanie benzyny do ognia. Oto ubrał się diabeł w ornat i ogonem na mszę dzwoni. List ten jest utwierdzeniem w swoim przekonaniu tych, którzy uważają, że Żydzi w jakiejś mierze przejęli Kościół. I niejeden skołowany wierny będzie się teraz zastanawiał nad przyczyną powstania heretyckiego listu: worek, korek, czy rozporek?
Ja mam swoją własną teorię na ten temat. Skoro za udziałem USA w napaści na Iran stało protestanckie, syjonistyczne lobby, to zaistniała pilna potrzeba moralnego „zmłotowania” i obezwładnienia katolików, zwłaszcza w Polsce. Niechybny to znak, że Izrael, kraj, który broni atomowej teoretycznie nie ma, szykuje coś grubszego.
Niezależnie od motywów, którymi kierowali się biskupi z KEP, jedno jest pewne: wszyscy oni, podobnie jak i my, ale zwłaszcza oni, powinni pójść na rekolekcje z Katechizmu Kościoła Katolickiego. I może przeczytać parę papieskich encyklik zwalczających herezje – od początków Kościoła, aż po te współczesne. Z moim ulubionym dodatkiem – Sylabus Errorum. A potem popatrzeć, jak się to wszystko ma do tego, czego uczy się w seminariach…
Generalnie jednak mamy do czynienia z rozciągniętą na dekady podmianą Kościoła. Było już całowanie Koranu przez Jana Pawła II, modlitwy w Asyżu z szamanami, Paciamamę, podpisaną przez papieża Franciszka deklarację z Abu Zabi, gdzie jak byk stwierdza się, że Panu Bogu podobają się różne religie (po co zatem Chrystus umarł na krzyżu?). Wraz ze zmianą mszy – która wcale nie wynikała bezpośrednio z Soboru Watykańskiego II – zmieniano nauczanie. Tymczasem Kościół ma po prostu nawracać wszystkich, w tym Żydów i protestantów, a nie samemu nawracać się na judaizm czy protestantyzm właśnie. Ma troszczyć się o zbawienie dusz, a nie o matkę ziemię, czy o podobanie się światu. List KEP wpisuje się w przyspieszające, szatańskie starania ulepienia nowego bożka, budowy jednej świątyni wszystkich religii – pustej wydmuszki pozbawionej Boga.
A Państwo – jeśli nie chcecie być narażeni na dysonanse poznawcze słysząc z kościołów co i rusz kolejne „nowinki” przeczące temu, czego jeszcze przed chwilą Was uczono – zawsze możecie przyjść na mszę świętą wszechczasów do kaplicy Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X. Tam nauczanie Chrystusa, apostołów, doktorów kościoła – pozostaje przechowane w stanie nienaruszonym. I może usłyszycie wiele rzeczy, których dotąd wam nie przekazywano. Uspokajam: Bractwo pozostaje częścią – choć niechcianą – Kościoła Katolickiego i uznaje prymat papieża.










