Felieton Mirosława Poświatowskiego
„To piękny dzień dla Polski, dzień nadziei, wspólnoty i nowego początku” – tak brzmi treść wpisu na profilu Karola Nawrockiego. Przed nim, po 1989 roku, przysięgę składało już sześciu prezydentów, jednak Polska z każdą kadencją traciła kolejne elementy swojej suwerenności na rzecz Unii Europejskiej, obcych mocarstw i obcych gier interesów. Praktycznie niewiele lub nic polscy obywatele, ale też i parlamentarzyści nie mają do powiedzenia w takich kwestiach, jak czym mają palić w piecu, niezależności energetycznej, wymiaru sprawiedliwości i wielu innych. Coraz silniej pojawiają się głosy, że polska konstytucja wymaga zmiany, a prezydent powinien przestać być nazywany „strażnikiem żyrandola” – i posiadać większe kompetencje, skoro posiada większy od np. premiera mandat do rządzenia krajem, będąc wybranym w wyborach powszechnych na to stanowisko.
Znamienny jest fakt, że w kwestii „zamachu stanu” – podobnie jak było to w przeszłości wiele razy, nikt nie poniósł odpowiedzialności, choćby przed Trybunałem Stanu – ani ci, którzy suflowali takie rozwiązanie – za nakłanianie do przestępstwa – ani ci, którzy o tym donieśli – za kłamstwo, pomówienie. Podobnie było w przypadku premiera Józefa Oleksego, oskarżonego o szpiegostwo na rzecz Rosji. Przed Trybunałem nie stanął ani premier, ani rzucający te oskarżenia Minister Spraw Wewnętrznych Andrzej Milczanowski. Obie te sytuacje, zakończone „wesołym oberkiem” symbolicznie pokazują, w jak dramatycznej sytuacji znajduje się Polska i sugerują, że niezależnie od tego, kto wygra, w większym czy mniejszym stopniu polską polityką i tak kierują siły zlokalizowane poza konstytucyjnymi organami naszego kraju.
Jaki będzie nowy prezydent?
Z perspektywy wielu osób ustępujący prezydent Andrzej Duda wieńczył swą osobą niekończącą się serię rozczarowań prezydentami poprzednimi (Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, śp. Lech Kaczyński podpisujący Traktat z Lizbony), tracąc w oczach nie tylko oponentów politycznych, ale także i części tych, którzy go wybrali – choć w końcówce swej kadencji wygłaszał niekiedy pięknie brzmiące i śmiałe tezy, stojące w sprzeczności z jego wieloletnimi działaniami.
Przed Karolem Nawrockim wiele wyzwań. Oby im podołał i oby w jego przypadku słowa przysięgi, przestały być tylko urzędową formułą do której nikt, jak się wydaje, nie przywiązywał większej wagi. Czy Karol Nawrocki rzeczywiście będzie działał w wielu kwestiach w sposób deklarowany podczas kampanii wyborczej, realizując interes państwa polskiego, a nie interesy innych państw i organizacji międzynarodowych? Jak zwykle czas pokaże. Póki co trzymamy kciuki – może nie za samego prezydenta jako takiego, ale za jego prezydenturę – trzymając tym samym kciuki za Polskę, za nas samych, naszą przyszłość i przyszłość naszych dzieci.
Zdjęcie – z profilu FB Karola Nawrockiego, Przemysław Keler/KPRP






