Dziś rocznica słynnej uchwały lustracyjnej
Był 28 maja 1992 roku, kiedy poseł Janusz Korwin-Mikke zgłosił w Sejmie projekt uchwały lustracyjnej – która tego samego dnia została przyjęta, zobowiązując ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Antoniego Macierewicza do ujawnienia nazwisk posłów, senatorów, wojewodów, sędziów i prokuratorów będących tajnymi współpracownikami Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w latach 1945-1990. Uchwała nie dotyczyła współpracowników Wojskowej Służby Wewnętrznej. To właśnie ta uchwała doprowadziła do odwołania rządu Jana Olszewskiego (tzw. „noc teczek”), w czym swój udział miał prezydent Lech Wałęsa.
Jest czymś ponurym, że słowo „lustracja” wywołuje po dziś dzień nerwowe reakcji na naszej scenie politycznej i medialnej. O tym, że tamte wydarzenia rezonują poniekąd po dziś dzień, mogliśmy się przekonać chociażby przy okazji niedawnego wyboru Zbigniewa Kapińskiego na stanowisko I prezesa Sądu Najwyższego, przez prezydenta RP Karola Nawrockiego. To właśnie bowiem ten sędzia zasiadał w 2000 roku w składzie sądu lustracyjnego, który w atmosferze skandalu orzekł, że – wbrew faktom i dokumentom – Lech Wałęsa nie współpracował ze służbami PRL. Ten wybór publicznie skrytykował były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz.
W gruncie rzeczy można stwierdzić, że pewnego rodzaju agenturalne patologie z okresu PRL zostały zakonserwowane w III RP i ciągną się za nami do dzisiaj. I kiedy wciąż ekscytujemy się tym, że po tylu latach wciąż nie można nazwać „Bolka” – „Bolkiem”, mało kto zadaje sobie pytanie, ilu „Bolków” i gdzie naobsadzały już w „wolnej Polsce” „służby, których nie ma”. Choć sądząc po niektórych błyskotliwych karierach – można się domyślać…
A jakie jest Państwa zdanie na ten temat?
Foto: wnioskodawca projektu uchwały lustracyjnej Janusz Korwin-Mikke, wikipedia, domena publiczna





