Oba stany wojenne zaistniały wbrew Konstytucji RP. Pierwszy został wprowadzony oficjalnie, drugiego formalnie nie ogłoszono, mimo iż wprowadzał restrykcje nie przewidziane w żadnym ze „stanów nadzwyczajnych” opisanych w Konstytucji. W tym pierwszym wsadzano do więzienia, w tym drugim – do aresztu domowego zwanego kwarantanną. W tym pierwszym aresztanta sprawdzał klawisz przez wizjer, w tym drugim kontrolę, choćby domofonem, również przeprowadzał „mundurowy” a „osadzony” pilnował siebie sam za pomocą aplikacji w smartfonie, która co jakiś czas nakazywała zrobić sobie zdjęcie.
W tym pierwszym stanie wojennym, za wymierzony przeciwko Polakom działania odpowiadała Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, w tym drugim – skromnie nazwana „Rada Medyczna”.
I w jednym i w drugim stanie wojennym propaganda szczuła ludzi – w 1981 byli to działacze „Solidarności”, przedstawiani jako wrogowie ustroju socjalistycznego, porządku społecznego i Polaków, w tym drugim – wrogami byli ci, którzy przeciwstawiali się absurdalnym plandemicznym restrykcjom, nakazowi noszenia bezsensownych maseczek, zamykania całych gałęzi gospodarki.
W tym pierwszym za „nielegalne zgromadzenie” stawało się przed sądem – w tym drugim również zapadały za podobne „sprawki” wyroki, a przeciwko gromadzącym się Polakom wyprowadzano Policję. Odsądzano nas od czci, próbowano przymuszać do przyjmowania eksperymentalnych preparatów genowych znajdujących się w trzeciej fazie badań klinicznych, zwanych dla niepoznaki szczepionkami, próbowano medialnie stworzyć z nas zagrożenie i wrogów społecznych, nawoływano do nie udzielania nam świadczeń medycznych itp.
W jednym i drugim stanie wojennym bezprawnie ograniczano prawa obywatelskie. Ten drugi stan wojenny nigdy by nie zaistniał, gdyby nie fakt, że winni tego pierwszego nigdy tak naprawdę nie ponieśli odpowiedzialności. Za plandemiczne restrykcje też nikt nie odpowiedział; w tym przypadku uratowała nas Rosja, a konkretnie Putin, który zakończył „plandemię” najeżdżając na Ukrainę – paromilionowa fala migrantów, których nikt na nic nie testował, zakończyła ją z dnia na dzień i z dnia na dzień z telewizorów zniknęły paski informujące o liczbie „zakażeń”, jakby nigdy ich nie było.
Między jednym, a drugim stanem wojennym jest jednak jedna zasadnicza różnica. W tym pierwszym, wedle Sejmowej Komisji Nadzwyczajnej do Zbadania Działalności MSW, stwierdzono 122 przypadki niewyjaśnionych zgonów działaczy opozycji, z czego 88 miało bezpośredni związek z działalnością funkcjonariuszy MSW. W tym drugim, wskutek braku dostępu do opieki medycznej, odwołanych zabiegów, szamanizmu teleporad – zmarło kilkaset tysięcy Polaków; liczba „zgonów nadmiarowych”, nie związanych z „wirusem – celebrytą” była największa od II wojny światowej. Nieformalny „stan wojenny” wprowadzony przez rządy PiS, zabił kilka tysięcy razy więcej Polaków, niż stan wojenny generała Jaruzelskiego. Moje, rosnące w siłę środowisko, nigdy tego nie zapomni.
I o ile większość sprawców stanu wojennego uszła sprawiedliwości – to przynajmniej postrzegani są oni jako zdrajcy.
W przypadku „stanu wojennego” wypowiedzianego Polakom przez Prawo i Sprawiedliwość wespół z Platformą Obywatelską – żadnego rozliczenia nie było, choć przecie doskonale znamy twarze współczesnych „Jaruzelskich”, co to „ocalali” Polskę, broniąc jej przed Polakami. I kiedy w niektórych krajach, odnośnie tamtejszych restrykcji prowadzone są śledztwa – u nas, nad Wisłą, panuje cisza, a Komisarz „Urszula Wodęleje” zamieszana w korupcyjną aferę „szczepionkową” pozostaje bezkarna.
Ale ufam, że do Norymbergi 2.0 prędzej czy później dojdzie, bo bezkarność demoralizuje rządzących i bez sprawiedliwości żadne państwo nie może normalnie funkcjonować.
A Wy, który stan wojenny pamiętacie lepiej?
Mirosław Poświatowski
Foto: domena publiczna












