Wychowywałem się za PRL, ale w domu, w którym znajdowało się mnóstwo zebranych przez moją mamę książek, albumów, głównie z dziedziny sztuki. Owe rzadkie w owym czasie zdobycze, pięknie ilustrowane, na kredowym papierze, przeglądałem z zachwytem, zanim jeszcze nauczyłem się czytać. Patrzyłem na piękno pałacu Sanssouci, poznawałem największe arcydzieła malarstwa i architektury. I to właśnie piękno było ich wspólnym mianownikiem, czasem, ukryta jeszcze przede mną symbolika, ogromne duchowe dziedzictwo wznoszące człowieka gdzieś do góry. Dziś podobne uczucia wzbudzały we mnie zwiedzane świątynie, katedry.
Jako dziecko bawiłem się grą karcianą – koneser sztuki. Nie jestem koneserem sztuki, mam tylko przyrodzoną człowiekowi wrażliwość na piękno. Ale niechcący poznawałem architektoniczne style, wiedziałem czym się różnią chociażby kolumna dorycka od jońskiej, a ta od korynckiej.
Aż nastał modernizm i różne inne „izmy”, zadające gwałt estetyce, dobremu smakowi, pięknu i prawdzie, pozbawione artystycznych w mojej i nie tylko mojej ocenie wartości, wręcz antyhumanistyczne koszmary i potworki. Galerie sztuki zapełniły się dziełami, ze sztuką nie mającymi nic wspólnego, poza nazwą przybytku, w którym się znajdowały. Trudno dociec, kiedy się to zaczęło. Od „fontanny” Duchampa z 1917 roku, odwróconego pisuaru wystawionego w galerii sztuki jako rzeźba? Ewoluowało to, jak wtedy, gdy w jednej, z bodaj nowojorskich galerii wystawiono płody malarstwa pewnej „wybitnej”, a „nieznanej” japońskiej malarki. Jak opisywał Waldemar Łysiak, kiedy już marchandzi i krytycy obcmokali te bohomazy wystarczająco, wówczas ujawniono, że wszystkie namalowała małpa z frankfurckiego zoo. Takich sytuacji było więcej, a mówimy bodajże o latach 70-tych.
W każdym razie, nie mam zamiaru śledzić losów czegoś, co będąc synonimem szpetoty i złego smaku, zostało ubrane w „izmy” i ustawione w jednym rzędzie, a nawet ponad największymi osiągnięciami sztuki. Jestem przekonany, że wszystkie te dzieła trafią na śmietnik historii, a ich „cmokierzy” wstydzić się będą swoich ochów i achów jak ci, którzy po dziś dzień trzymają ukryte w szufladach dyplomy z marksizmu-leninizmu.
W efekcie dziś zmuszony jestem od lat omijać teatry i galerie, telewizji nie oglądam i wcale nie jestem w tym wyborze odosobniony.
Wspomniana willa zaprojektowana została przez „wybitnego krakowskiego architekta Wojciecha Pietrzyka (1930-2017), a w petycji podkreśla się, że równolegle z domem Książków Wojciech Pietrzyk „realizował swoje najbardziej znane dzieło, kościół Arka Pana w Krakowie” (zdjęcie).

Dla mnie i jedna i druga budowla – ich architektoniczna zewnętrzność – są gwałtem na poczuciu piękna i proszą się o buldożer; o ile w przypadku domu Książka to po prostu dom, w którym również mój redakcyjny kolega nie chciałby mieszkać, o tyle w przypadku świątyni jest to totalne zaprzeczenie sacrum. Swoją drogą, ciekawym, ile pieniędzy zebrałaby zrzutka na zakup wilii, celem jej wyburzenia…
I aż prosiłoby się dać w kontrze zdjęcie dowolnej polskiej świątyni powstałej przed XX wiekiem…
Mój sprzeciw budzi też myśl, że coś takiego miałoby zostać nabyte za publiczne pieniądze – w ślad za tym zapewne poszłoby utworzenie kolejnej, niepotrzebnej instytucji jakich w Tarnowie w ostatnich latach przybyło, jak chociażby niezwykle potrzebne centrum dialogu, z etatami itp.
Natomiast o ile mój redakcyjny kolega Paweł Kudrański również by nie chciał, by na ten koszmar przeznaczać pieniądze podatnika, o tyle ma inne podejście do tematu buldożera. Otóż twierdzi on, że gdyby miał wolne i niepotrzebne środki własne, to zainwestowałby w zakup wilii i uczynił z niej Muzeum PRL. Takie z meblościankami, dużą kryształową popielniczką i paczką popularnych obok, pralką Franią, starym telewizorem czarno-białym z jednym programem, kryształami i wszystkimi tymi atrybutami koszmarnej jak bryła willi Książka epoki, w której wszak wszyscy się wychowywaliśmy – tak aby nasze dzieci mogły zobaczyć to, co w ustnych przekazach jest nie do uwierzenia.
Choć wątpię, by koncept taki się ekonomicznie spinał.
A Państwo – co myślicie na ten temat?
Mirosław Poświatowski
A oto treść oryginalnego wpisu i link do petycji.
„Dom od wielu miesięcy wzbudza ogromne zainteresowanie osób z całej Polski.
W ostatnim czasie odbyły się zwiedzania Domu, które ściągnęły do Tarnowa setki osób.
Kolejny weekend otwarcia, na który bilety rozeszły się w mig, odbędzie się w najbliższy weekend 9-10 sierpnia.
O Domu powstało szereg artykułów, m.in.:
https://culture.pl/pl/dzielo/dom-doktora-ksiazka-w-tarnowie-proj-wojciech-pietrzyk
Rozmowa o przyszłości Domu:
Biuro Wystaw Artystycznych w Tarnowie zajmowało się Domem, był istotnym elementem naszych projektów artystycznych i edukacyjnych.
Nie mamy wątpliwości, że jest wybitnym dziełem, szczęśliwie ulokowanym w Tarnowie – może stać się wielką atrakcją turystyczną naszego miasta.
Dlatego zachęcamy do podpisu petycji, nagłośnienia sprawy, ponieważ są potrzebne środki zewnętrzne, by mogło to się udać.”
Foto domu: ze strony petycji
Zdjęcie Arki Pana: Autorstwa Mach240390 – Praca własna, CC BY 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=148421494










