Oczywiście, nie brak też głosów, że lepiej świętowałoby się radość z niepodległej Polski i bycia Polakami w jakiś z cieplejszy miesiąc, ot choćby 3 Maja. Ale zaraz ktoś doda, że to konstytucja pisana przez masonów. W kolejce czekają też daty chwały oręża polskiego, często zapomniane. Kiedy przyjdzie dzień, w którym obchody Bitwy pod Wiedniem staną się nad Wisłą niemożliwe, na tej samej zasadzie, wedle której w Niemczech odwołuje się jarmarki bożonarodzeniowe w obawie przed „bogactwem kulturowym” migrantów, nie asymilujących się w drugim, czy nawet trzecim pokoleniu? Przy Bitwie pod Grunwaldem zaraz ktoś zatroska się o relacje z Niemcami, gdzie Polacy nie mają nawet statusu mniejszości narodowej. To utrzymujący się po dziś dzień stan rzeczy zaprowadzony przez Adolfa Hitlera. Podobnie jak aborcja w Polsce. A może by tak świętować zdobycie Moskwy? Przecież nikomu się to nie udało, a dzień wygnania Polaków z Moskwy obchodzony jest w Rosji jako święto państwowe?
No ale wróćmy do naszego Święta Niepodległości. Wciąż nie brak ludzi, którym 11 listopada przeszkadza. W szczególności przeszkadza organizowany w Warszawie od lat Marsz Niepodległości. Co mamy z tymi ludźmi wspólnego? Czy coś więcej, niż polski język i wspólnie zamieszkaną przestrzeń? Czy to wystarczy, by tworzyć wspólnotę? Duchowi spadkobiercy Targowiczan, wstydzą się polskości, rodzime tradycje, kulturę, wiarę traktując jak obciach; jeszcze wczoraj Ojczyną ich przodków lub nich samych była Moskwa – dziś Bruksela.
W cieniu święta niepodległości skrzeczy rzeczywistość, ile nam tej niepodległości zostało. Czy sami decydujemy, kogo mamy wpuścić do naszego domu, czy decydują o tym obcy, posiłkujący się rodzimymi… no jak tych ludzi nazwać? Wielkie koncerny, brukselscy, berlińscy lobbyści, Big Pharma – mają więcej w Polsce do powiedzenia, niż wszyscy polscy ministrowie razem wzięci. Czy sami decydujemy o tym, czym mamy palić w piecu, jak się przemieszczać? Przecież nawet taka irytująca pierdoła jak mocowanie nakrętek do butelek wprowadzone jest pod dyktat obcych. Każą nam zamykać kopalnie, elektrownie, stawiać niewydolne wiatraczki, uniemożliwiają swobodne przemieszczanie się po większych miastach (strefy czystego transportu), mówią czego uczyć dzieci, co myśleć, a dawne akademii ku czci ZSRR zastąpiły te „unijne” nazywane dla niepoznaki europejskimi. Kto po komunie zachował drzewce od szturmówek, ten wygrał – wystarczy zmienić flagę. No właśnie – flaga – sam fakt wiszenia „unijnej” flagi symbolizującej twór, który nie jest państwem – obok flagi polskiej, urąga wszelkim dyplomatycznym protokołom i jest jak symbol okupacji.
No, ale niech sobie Polaczki świętują. Niech maszerują. Komu to w końcu przeszkadza, skoro i tak rzeczywisty ośrodek władzy w Polsce, znajduje się poza konstytucyjnymi organami Rzeczpospolitej Polskiej i poza granicami naszego kraju. Reszta jest teatrem i walką sępów przy ciele truchła, które jeszcze nie wie, że za chwilę umrze.
Mirosław Poświatowski












